Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

drgnie... Jest tak cicho, że każdy szelest staje się krzykiem... Proszę się ukryć jak tylko można najlepiej...
— A pan?
— Proszę mówić ciszej! Ja będę się starał schwytać ten ludzki cień...
— Nie, nie! — niemal krzyknęła dziewczyna zdławionym głosem
— Ciszej, ciszej, na Boga!
— Ja nie pozwolę!
Adaś posłyszał sercem szelest łez opadających z tych słów.
— Nie ma innej rady... Proszę się nie obawiać... Nic mi się nie stanie... Jeśli go nie schwytam, to przynajmniej zobaczę go z bliska. Dowiem się od razu, co się za tym kryje, a kryje się coś bardzo niedobrego.
— Nie, nie... — omdlewającym głosem, nabrzmiałym od serdecznej, strwożonej prośby, szeptała dziewczyna.
Adaś poczuł jej rękę na swojej ręce. Drgnął i przymknął oczy, opamiętał się jednak w tej chwili.
— Panno Wandeczko — szepnął gorąco. — To nic wielkiego... Jestem starym harcerzem... Za chwilę będzie po wszystkim.
Jakby się obawiał zaklęć i próśb, zwinnym, bezszelestnym ruchem podpełznął pod najbliższy gęsty krzak. Chociaż nie mogła tego widzieć, przyłożył ostrzegawczo palec do ust nakazując jej milczenie. Usłyszał jednak szept: — O Boże!
Zbyt dobrze znał wyborne i wypróbowane metody wspaniałego Apacza Winnetou i Old Shatterhanda, aby zgoła mistrzowsko nie dokonać “podchodzenia wroga”. Zanim się posunął o piędź, badał palcami ziemię i usuwał każdą gałązkę. Mądre węże patrzyłyby z uznaniem na młodego człowieka pełznącego wedle wszelkich reguł.
Adaś postanowił okrążyć tajemniczego człowieka i zajść go z tyłu, od strony lasu. Była to wędrówka daleka i bardzo mozolna, szybko poczuł przeto grube krople potu na czole. Co kilka kroków przystawał, aby odetchnąć i otrzeć ten pot, co mu zaczął zalewać oczy. Na każdym przystanku usiłował dojrzeć, czy nocny człowiek nie


Strony: