Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

powiew, co zaszeleścił jej sukienką, Zdawało się, że zjawisko odleci.
Nagłym ruchem dziewczyna chwyciła jego rękę.
— Panie Adasiu... — szepnęła z gorączkowym pośpiechem. — Widzi pan?
— Co?... Gdzie?...
— Tam... w cieniu... pod drzewami...
— Widzę... Ktoś się bardzo ostrożnie posuwa. Ktoś zapewne z domu?
— Nie, to nikt z domu... Swój nie posuwałby się tak ostrożnie.
— Widać nas... Pani ma białą sukienkę... Prędko za ten krzak!
Panna Wanda kocim ruchem zapadła za krzak, a Adaś przylgnął do ziemi, tuż obok.
Jakiś gęsty cień o ludzkich kształtach przekradał się pod drzewami — zdążał w swoim czujnym pochodzie od lasu przez zarośla ku dróżce, wiodącej w stronę domu.
— Skąd on idzie? — szepnął Adaś .
— Wyszedł z lasu...
— A co jest za tym lasem?
— Żywotówka... Tam jest pusty dom.
— Winnickich?
— Skąd pan wie? Tak... Winnickich...
— Niech pani natęży wzrok.
— Nie mogę rozpoznać... O, teraz widać, bo wyszedł z mroku... Jakiś mężczyzna!
— Nie zna go pani?
— Nigdy go nie widziałam. Jakiś niski człowiek...
— Przystanął... Patrzy... Patrzy w stronę domu...
Mrok zgęstniał i zbełtał się, gdyż wieczór dojrzał jakby na znak dany przez żaby. Sierpik księżyca po krótkiej paradzie skosiwszy kilka ciemnych lilii na niebieskiej łące gdzieś zaginął. W jednym oknie domu zamigotało senne, nikłe, naftą sycone światło.
— Nic nie widać — szepnęła dziewczyna.
— Ja widzę — mówił Adaś cichutko. — Wiodłem za nim wzrokiem... Przebiegł przez puste miejsce i w tej chwili stoi pod tym samotnym drzewem. Czai się... Czeka na coś lub na kogoś...
— Ale na co?
— Nie wiem. Chce się może dowiedzieć, kto zajechał dzisiaj rano do domu?
— W nocy się nie dowie!

Strony: