Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

wiarą w swoje słowa. — Przebacz mi, Wandeczko! Dumas rzucił mi się na mózg. A ten chłopak...
— List, list! Prędko, niech stryjaszek odda list!
Niecierpliwym ruchem rozerwała kopertę i czytała list łakomym wzrokiem.
— Jest nowa awantura! — zawołała zdyszanym głosem.
— Ukradli cały dom?! — krzyknął profesor.
— Nie, tylko inne drzwi...
Przedziwną tę nowinę list oznajmił ze wzburzoną trwogą. Matka panny Wandy donosiła o nowym włamaniu i o zdjęciu z zawiasów drzwi z gościnnego pokoju. Usiłowano wynieść je przez okno, czemu przeszkodził nocny stróż, który przypadkiem obudził się z głębokiego snu dlatego tylko, że mu się śnił jego nieboszczyk dziadek, mający dość głupi jak na nieboszczyka zwyczaj straszenia swego uczciwego wnuka. Na krzyk czujnego stróża dziwaczny łup porzucono, a dwa i cienie wsiąkły w noc.
— Już ich jest dwóch — mruknął Adaś .
— Na Boga! Co to wszystko znaczy? — mówiła dziewczyna, ale już z trwogą. — Matka napisała ten list niemal ze łzami i błagała stryjaszka o pomoc.
— A ja błagam o to Piotra — rzekł profesor uroczyście.
— Piotr panu profesorowi nie pomoże — zaśmiał się Adaś .
— Odmawiasz?
— Jako Piotr, ale jako Adam nie odmówię.
— Panie Adasiu kochany... — zaczęła panna Wanda, ale nie skończyła.
Żaden zając w historii świata nie skoczył tak z bruzdy, jak w nim skoczyło serce. Musiano i w raju ukraść drzwi (co przy sprycie diabłów nie było przedsięwzięciem zbyt trudnym), gdyż na duszę Adasia padło stamtąd wielkie, olśniewające światło. Należało jednak zejść z jakubowej drabiny zachwyceń na ziemię, na której grasują dziwaczne rzezimieszki, i zimnym rozumem rozważyć tajemniczą sprawę. Jego uważają za wybitnego znawcę w tej dziedzinie. Fiołkowe oczy patrzą w niego z roztkliwiającą ufnością. Stary


Strony: