Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

/> — Przed dziewiątą — odrzekła panienka.
— Pocztę przynoszą około jedenastej. Jeśli pan profesor otrzymał ten list, otrzymał go o tej porze. Czy wolno wiedzieć, co pan profesor robił dzisiaj rano?
— Nie wstydzę się moich czynności. Czytałem!
— A co pan profesor czytał?
— Wiadomość ta na nic się w tej sprawie nie przyda — odrzekł staruszek, cokolwiek stropiony.
— Ja jednak bardzo pragnąłbym wiedzieć.
— Pal cię licho! Wolno mi podczas wakacji czytać, co mi się żywnie podoba. Owszem, powiem ci i wcale się nie wstydzę. Czytałem romans Dumasa, w którym jest mowa o Napoleonie... O powrocie z Elby...
— “Monte Christo”! — zawołał Adaś triumfalnie. — Bardzo dobrze... A który tom?
— Czwarty... I co z tego?
— A czy panu profesorowi przerwał kto czytanie?
— Sam je przerwałem, bo przyszło mi na myśl, żeby się udać do ciebie.
— W takim razie wielce jest prawdopodobne, że list do panny Wandy tkwi w tej chwili w czwartym tomie Dumasa. Gdzie leży ten tom, panie profesorze?
— Zamknięty jest w biurku — rzekł staruszek ponuro. — Aby się ona do tego nie dobrała... Zaraz zobaczymy!
Wypadł szybkim krokiem i nie było go ściśle przez dwadzieścia trzy sekundy, tyle razy bowiem uderzyło serce Adasia, skłonne dzisiaj do czynów bohaterskich.
— Jest list! — krzyczał profesor za drzwiami.
Dziewczyna spojrzała na Adasia tak tkliwie, że nagle otwarł się nad nim pułap, nad pułapem otwarło się niebo, a siedem milionów siedemset siedemdziesiąt siedem tysięcy aniołów zaczęło śpiewać słodkim chórem śliczną piosenkę o szczęśliwym ludzkim sercu. Potem się niebiosa zasnuły chmurami, aby niewinne skrzydlate istoty, brzydzące się kłamstwem, nie widziały sromotnie zawstydzonej twarzy pana profesora.
— Ja jestem stanowczo pomylony! — rzekł on z najgłębszą


Strony: