Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

kradzież?
— Francuz oglądał przecie tylko drzwi... — rzekł Adaś .
Pan profesor uderzył się w czoło, jak gdyby śmiałym gestem chciał zakatrupić muchę.
— Prawda! — zawołał. — A po cóż on je oglądał?
— Tego nie wiem... W domu państwa muszą istnieć jakieś ważne drzwi. Ktoś je najpierw badał myśląc, że mu samo oglądanie wystarczy, a ponieważ nie wystarczyło, więc je zabrał. Najpierw jedne, potem będzie usiłował zabrać drugie i dziesiąte. Kiedy pani wyjechała z domu?
— Przed czterema dniami...
— Nie może pani wiedzieć, czy się tam nie zdarzyło coś nowego, a jednak mogło się zdarzyć. Czy nie miała pani listu?
— Nie.
— Wandeczko! — rzekł z wyrzutem profesor. — Czemu nie mówisz prawdy?
Twarz dziewczyny przybrała barwę zgoła kardynalskiej purpury.
— Jak stryj — powiedziała ceremonialnie “stryj”, nie jak dotąd “stryjaszek” — może mówić coś podobnego? — a powiedziała takim głosem, że gdyby patriarcha Mojżesz uderzył w ten głos laską, wystrysnąłby z niego strumień łez.
— Nie otrzymałaś listu? — zdumiał się profesor. — Przecie dałem ci go dzisiaj rano!
— Za pozwoleniem — zaczął mówić Adaś szybko. — Pan profesor nie ma szczęśliwej ręki do listów. Pozwolę sobie przypomnieć pewne trzy listy...
— Zamilknij, młodzieńcze! Tamto było co innego, a to jest co innego. Dam głowę, że wręczyłem jej dzisiaj list...
— Niech pan profesor da w zastaw jakąś rzecz mniej cenną — zaśmiał się Adaś . — Spokojnie, spokojnie, panno Wando. Zaraz się wszystko wyjaśni! To ja mogę dać głowę, że pan profesor miał list w ręce, ale wcale go pani nie dał.
— O! o! — zawołał staruszek dziwnym głosem. — Jakie masz na to dowody?
— Zaraz się pokaże — mówił Adaś rozbawiony. — Kiedy pani wyszła dzisiaj rano z domu?

Strony: