Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

długo nad tym, co tkwi w tej sprawie, lecz nie doszliśmy do niczego. — I skończyło się?
— Bynajmniej. Teraz się dopiero zaczęło. Nasza okolica jest najuczciwszą chyba okolicą na świecie. Nikt tam niczego nie ukradł, toteż niemal że nie zamyka się domu.
— Na dobrą sprawę pochodzi to stąd — rzekł z goryczą pan profesor — że tam nie ma niczego do ukradzenia. Mojego brata gdyby ukradli w nocy, odesłaliby go natychmiast obejrzawszy go za dnia. Zresztą jest niby do mnie podobny... Słuchaj jednak, miły Piotrusiu, co się stało!
— Okradzione nas! — zawołała dziewczyna niemal z triumfem. — Przed dwoma tygodniami... Mamusia pojechała po mnie do Wilna, a tatusia jakby nie było, bo skoro się zagrzebie w swoich papierach, nie zwróciłby uwagi nawet na pożar domu. Wtedy włamano się w nocy do dworu i wyniesiono z niego — nie, nigdy pan nie zgadnie, co wyniesiono?
— Przypuszczam, że jakieś drzwi — rzekł Adaś nieśmiało. Dziewczyna spojrzała z wyrzutem na profesora. — Czy stryjaszek już panu o tym powiedział? — Nic nie mówiłem! Jak ciebie kocham, nie wspomniałem o tym ani słówka! Powiedz, chłopcze, uczciwie: czy mówiłem ci o jakich drzwiach?
— Pan profesor istotnie nic mi nie mówił — rzekł Adaś , z nagła zarumieniony.
— Więc skąd panie wie? — zapytała zdumiona dziewczyna. — Mówiłem ci, że wcielony diabeł! — krzyknął profesor z triumfem. — On wszystko wie!
Dziewczyna patrzyła na Adasia niedowierzającym wzrokiem. Gdyby cisza potrwała chwilę dłużej, byłoby można usłyszeć, jak jego serce, tknięte fiołkowym spojrzeniem, rozpoczyna nową serię skocznych pląsów.
— Istotnie — mówiła panna Wanda — wyniesiono dwa skrzydła drzwi z pokoju mojej matki. Nazajutrz znaleziono je w odległym kącie parku, zupełnie odarte z białej farby. Skąd panu przyszło na myśl, że właśnie taką obłąkaną popełniono


Strony: