Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

Ponieważ z cennych, zaginionych rzeczy nie udało się dotąd strapionej ludzkości odszukać jedynie Atlantydy, lewy but pana profesora odnalazł się wprędce za trzecią od góry półką z książkami i staruszek wkroczył raźno do pokoju. Mile zdziwiony, zakrzyknął:
— O, Piotruś! Jesteś przecie!
— Zdawało mi się, że wedle tego, co mówił stryjaszek, panu jest na imię Zbigniew — rzekła panienka. — Więc Piotr czy Zbigniew?
— Adam, proszę pani...
— Stryjaszku, jakżeż można?
— Przepraszam cię, chłopcze... Napoleona bym nie zapomniał, ale wśród tego natłoku świętych... Wszystko jedno zresztą, skoro przyszedłeś. Cała rzecz w tym, z czym przyszedłeś?
— Pan Adam jedzie do nas! — zawołała panienka skwapliwie.
— Na całe wakacje! — dodała ciszej.
— Wybornie! Wybornie! — mówił radośnie pan Gąsowski.
Adaś zdziwił się cokolwiek, nikt nigdy nie mówił bowiem o całych wakacjach, lecz spojrzał na dziewczynę z wdzięcznością.
— Teraz siadajcie, dzieci — rzekł pan profesor. — Opowiesz naszemu przyjacielowi, co i jak? Ona o tobie wie wszystko, chłopaczku, z kolei dowiedz się ty o niej. To moja bratanica, a zwie się Wanda.
— Wanda... — szepnął Adaś cichutko, jakby pierwszy raz w życiu usłyszał to wodniste imię.
— Wandeczko, gadaj o wszystkim!
Panienka zmarszczyła czoło, jak gdyby miała wygłosić uczoną rozprawę i pragnęła to uczynić z wielką rozwagą.
“Jak ona ślicznie marszczy czoło!” — pomyślał Adam.
Gdyby panience przyszedł do głowy dość nieprawdopodobny pomysł, aby ni z tego, ni z owego kopnąć stół, Adaś pomyślałby z zachwytem: “Jak ona ślicznie kopie stół”.
— Panie Adasiu — mówiła dziewczyna powoli. — U nas na wsi dzieją się dziwne rzeczy...
— Oni mają wieś niedaleko Wilna — objaśnił profesor. — Od


Strony: