Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

/> — Adamie! — zakrzyknął pan profesor ujrzawszy skrawek nadziei jak rąbek księżyca na niebie.
— Czy pan profesor pozwoli mi odwiedzić się dzisiaj po południu?
— We dnie i w nocy, kiedy zechcesz. — A koza? — ze szczerym zdumieniem zapytał profesor. — Bratanica pana profesora...
— Aha! Będzie, będzie. W tej chwili lata po mieście jak kot z pęcherzem i ogląda fatałaszki. Nie rozumiem tej namiętności, kto jednak zdołał kiedykolwiek pojąć kobietę? Napoleon był geniusz, a z babami nie umiał sobie dać rady. Więc mogę mieć nadzieję?
— Wszystko uczynię, panie profesorze, i jeśli tylko będzie możliwe...
Staruszek, bardzo rozradowany, chciał wejść w szafę zamiast drzwi, chwycił laskę doktora zamiast swojego parasola i zapomniał kaloszów. Niczego więcej nie dokażą! w wielkim oszołomieniu. Usiłował wprawdzie wpaść na ulicy pod automobil, ale to mu się przypadkiem nie udało.
Adaś odwiedził go o czwartej po południu. Przyjęła go panienka wysoka i smukła. Miała takie fiołkowe oczy, że powinny wydawać fiołkową woń; z drobnych jej ust nie schodził uśmiech.
— Aha! — mówiła wesoło. — Pan zapewne jest “szatan”? Stryjek tak pana nazywa...
Adaś chciał rzec, że ją stryjaszek nazywa kozą, nie wypadało jednak tak kosmatej prawdy wyznawać osobie, co ma fiołkowe oczy. Uśmiechnął się przeto nieporadnie i zapytał: — Czy pana profesora nie ma? — Na świecie jest, ale nieobecny duchem, bo śpi. Adaś nastawił uszu, wyraźnie bowiem usłyszał głos Gąsowskiego w przyległym pokoju.
— Zdaje mi się, że już nie śpi, bo rozmawia — rzekł niepewnie. — Rozmawia, ale przez sen — zaśmiała się panienka. — Zaraz go obudzę, bo bardzo niecierpliwie czekał na pana.
Adaś patrzył z radosnym zdumieniem na śliczną dziewczynę. Jasnym było, że nie spodziewał się w rodzinie profesora, nie


Strony: