Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

profesor żądał natychmiastowej rozmowy ze swym uczniem.
— Młodzieńcze! — mówił staruszek po uroczystym przywitaniu
— rozumiem twoje zdumienie. Nie obawiaj się... Nie masz niczego na sumieniu, zresztą dzisiaj jest pierwszy dzień wakacji i nie posiadam nad tobą żadnej władzy. Przede wszystkim zechciej mi przebaczyć, że cię publicznie nazwałem szatanem!
— Ach, panie profesorze — uśmiechnął się Adaś — to tylko zaszczyt dla mnie...
— Skoro tak, nie będę ukrywał, że postępki twoje budzą niepokój w ludziach prostego ducha. Zdumiewająca twoja przenikliwość napełnia mnie przerażeniem. Okazuje się jednak, że uczyniwszy wiele złego... — ale nie mówmy o tym! — uczyniła też i wiele dobrego. piekielne twoje talenty, właściwie użyte, mogą się stać pożyteczne. Rozmyślałem nad tym i przyszedłem do ciebie prosić o radę i o pomoc... Nie otwieraj oczów tak szeroko, bo mnie onieśmielasz... Tak jest drogi chłopcze! Potrzeba mi gwałtownie twojej pomocy... Znalazłem się w srogich tarapatach... Nie tyle ja osobiście, co moja rodzina. Dowiesz się o wszystkim w swoim czasie, przedtem jednak zechciej mi powiedzieć, jak i gdzie masz zamiar spędzić wakacje?
— Nad morzem — odparł stropiony Adaś . — Mamy wyjechać pojutrze.
— W takim razie wszystko przepadło! — zawołał staruszek smutno. — Dla mnie nie wyrzekniesz się morza.
Adaś spojrzał na niego bystro i widząc wielkie zmartwienie w poczciwych oczach rzekł szybko:
— Gdybym wiedział, o co idzie, panie profesorze... Czy pan profesor naprawdę ma jakąś wielką zgryzotę?
— Bardzo wielką, bardzo wielką! — odrzekł staruszek trąc ręką czoło. — Gdybyś mi jednak chciał pomóc, musiałbyś pojechać na wieś... Przepraszam, jak ci na imię?
— Adam.
— Prawda, już mi to mówiłeś parokrotnie... Otóż, kochany Adamie, przyjechała do mnie onegdaj moja


Strony: