Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

tyralierkę. Brak było stu złotych. Wsiąkły w papier. Na nic, na nic długa, żmudna robota. Trzeba rozpocząć od nowa. Mnóstwo pieniędzy przewaliło się w maju; jedni płacili długi, inni zakupywali sprzęt wodny na wakacje. W kolumnie gęsto ukazywały się liczby trzycyfrowe. Tym liczbom przyglądał się Adam najpilniej. Wprawdzie owe zaginione sto złotych mogło powstać z ułamków, więcej jednak było prawdopodobne, że pyszna setka stanęła w kolumnie “we własnej osobie”. Która z tych kilku w grubej księdze jest tą, co “zniknęła jak sen jaki złoty”? Adam wziął lupę i badał każdą skrupulatnie. Minęło kilka godzin, a on, jak zegarmistrz badający przez szkło powiększające wnętrze zegarka, siedział nieruchomy i zatopiony w badaniu. Wydzwoniła północ, duchy poczęły wałęsać się po śpiącym świecie, a on czuwał.
Około godziny pierwszej zabrzmiał wśród nocnej ciszy zdrowy, radosny i odpowiednio przeraźliwy śmiech Adama. Musimy powiedzieć z odrobiną niesmaku, że śmiech ten przypominał rozgłośne końskie rżenie. W śpiącym głęboko domu uczynił się ruch i po chwili stanął we drzwiach ojciec Adama w pasiastej pidżamie, mocno zatroskany, albowiem był przekonany głęboko, że jego pierworodny syn zwariował.
— Co ci się stało? — zapytał z trwogą.
— Znalazłem sto złotych! — wrzasnął pierworodny.
— Znalazłeś sto złotych? W tym domu? U lekarza? O pierwszej po północy? Zmocz ręcznik w zimnej wodzie, połóż go sobie na potylicy i idź spać, obłąkany chłopcze!
Pierworodny i pomylony syn nie mógł jednak usnąć tej nocy. Chciał biec do owego zrozpaczonego biedaka, zapukać w jego okno i bzyknąć: “Śpij spokojnie! Znalazłem!” Dlatego tylko tego nie uczynił że i tamten nie byłby mógł usnąć z nadmiernej radości.
Nazajutrz jednak, jeszcze przed pierwszą lekcją, szepnął Burskiemu:
— Skocz no, przyjacielu,


Strony: