Szatan z siódmej klasy
Autor: Kornel Makuszyński
chłopczyna, na którego zwaliło się nieszczęście. Wierzył mu. Sam nie wiedział dlaczego, lecz wierzył mu od razu. Przemówił do niego głosem miękkim i dobrym:
— Będziemy szukali... Odwagi, mój drogi! Wszyscy ci wierzą, każdy wie, że jakaś głupia zdarzyła się pomyłka.
— To straszne! — jęknął chłopak. — Przecie ja...
— Spokojnie, spokojnie! Po co łzy? Dawaj książki! Ile tego jest?
— Trzy... ale ja szukałem przez tydzień...
— Toś źle szukał! I przez łzy kiepsko się widzi.
— Kiedy ja już nie mogę... Jestem strasznie, strasznie nieszczęśliwy...
— Trzymaj się! Jeszcze raz ci mówię, małpiszonie, otrzyj oczy. Uśmiechnij się!
— Nie potrafię...
— Uśmiechnij się, mówię... A widzisz, że potrafisz. Wszystko to jest porządnie zapisane?
— Tak, każdy grosz... Do kwietnia zgadzało się wszystko... W maju nie chce się zgodzić.
— Przyroda szaleje, więc i cyfry oszalały. W maju było najwięcej wpływów i wydatków sądząc tak na oko...
— Sprawdzałem cały rok, ale w maju... O Boże! Zwariować można...
— Szkoda by było takiej tęgiej głowy! Zostaw mi te książki i idź do Łazienek.
— A co będzie jutro?
— Jutro? Ach, nic wielkiego. Ponieważ dzisiaj jest niedziela, wiec prawdopodobnie będzie poniedziałek, jeśli nic się nie zdarzy innego. Bądź zdrów, chłopie, i śpij spokojnie!
Po wyjściu udręczonego chłopca uśmiech odleciał z oczów Adasia jak motyl, co przysiadł na nich tylko na chwilę. Udawał wesołość, aby dodać odwagi zatrwożonemu mizeractwu. Podjął się niebacznie trudnej sprawy. Ha, trudno! Może zdoła dojrzeć coś w gąszczu cyfr, czego nie zauważyli inni. Wierzył, nieco zuchwale, i w swoje szczęście i w bystrość oczów.
Począł liczyć. Dodawał długie kolumny, przyglądał się podejrzliwie wojsku cyfr, rozsypanych w
— Będziemy szukali... Odwagi, mój drogi! Wszyscy ci wierzą, każdy wie, że jakaś głupia zdarzyła się pomyłka.
— To straszne! — jęknął chłopak. — Przecie ja...
— Spokojnie, spokojnie! Po co łzy? Dawaj książki! Ile tego jest?
— Trzy... ale ja szukałem przez tydzień...
— Toś źle szukał! I przez łzy kiepsko się widzi.
— Kiedy ja już nie mogę... Jestem strasznie, strasznie nieszczęśliwy...
— Trzymaj się! Jeszcze raz ci mówię, małpiszonie, otrzyj oczy. Uśmiechnij się!
— Nie potrafię...
— Uśmiechnij się, mówię... A widzisz, że potrafisz. Wszystko to jest porządnie zapisane?
— Tak, każdy grosz... Do kwietnia zgadzało się wszystko... W maju nie chce się zgodzić.
— Przyroda szaleje, więc i cyfry oszalały. W maju było najwięcej wpływów i wydatków sądząc tak na oko...
— Sprawdzałem cały rok, ale w maju... O Boże! Zwariować można...
— Szkoda by było takiej tęgiej głowy! Zostaw mi te książki i idź do Łazienek.
— A co będzie jutro?
— Jutro? Ach, nic wielkiego. Ponieważ dzisiaj jest niedziela, wiec prawdopodobnie będzie poniedziałek, jeśli nic się nie zdarzy innego. Bądź zdrów, chłopie, i śpij spokojnie!
Po wyjściu udręczonego chłopca uśmiech odleciał z oczów Adasia jak motyl, co przysiadł na nich tylko na chwilę. Udawał wesołość, aby dodać odwagi zatrwożonemu mizeractwu. Podjął się niebacznie trudnej sprawy. Ha, trudno! Może zdoła dojrzeć coś w gąszczu cyfr, czego nie zauważyli inni. Wierzył, nieco zuchwale, i w swoje szczęście i w bystrość oczów.
Począł liczyć. Dodawał długie kolumny, przyglądał się podejrzliwie wojsku cyfr, rozsypanych w
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169
- 170
- 171
- 172
- 173
- 174
- 175
- 176
- 177
- 178
- 179
- 180
- 181
- 182
- 183
- 184
- 185
- 186
- 187
- 188
- 189
- 190
- 191
- 192
- 193
- 194
- 195
- 196
- 197
- 198
- 199
- 200
- 201
- 202
- 203
- 204
- 205
- 206
- 207
- 208
- 209
- 210
- 211
- 212
- 213
- 214
- 215
- 216
- 217
- 218
- 219
- 220
- 221
- 222
- 223
- 224
- 225
- 226
- 227
- 228
- 229
- 230
- 231
- 232
- 233
- 234
- 235
- 236
- 237
- 238