Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

wnioskowania Adam poznał łatwo, że sympatyczni koledzy mają ciężkie myśli i kamień na sercu, wobec czego zagadnął ich z miejsca oświadczywszy z wdziękiem jak Rejent w “Zemście”, że “nie znana mu przyczyna, co w nikczemne jego progi marsowego wiedzie syna”. Cytata ta, poza ilością “marsowych synów”, była bliska prawdy, bo mars na ich czołach wieścił Marsa — boga wojny. Adasiowi przyszło na myśl, że te dwie uroczyste postacie poprzedzają śmierć, co nie mogła zdążyć równocześnie z nimi, oni bowiem przybyli tramwajem, a śmierć człapie piechotą. Może to sekundanci, co przyszli, aby go wyzwać na udeptaną ziemię? Nie mógł sobie wprawdzie przypomnieć, czy kogo obraził, lecz szkoła ma honor tak czuły, że jakiś rycerz mógł się poczuć dotknięty z lada jakiego powodu. Czekał przeto niecierpliwie, aby puścili z siebie głos. Widać było, że im jakoś nieswojo; jeden spozierał na drugiego zachęcając się w ten sposób do mówienia, tymczasem jednak obaj chrząkali, jak gdyby to był egzamin; a nie wytworna wizyta. Wszystko jednak ma swój koniec, a kij, wąż, cygaro i kiełbasa mają wedle głębokich spostrzeżeń nawet dwa końce, więc wreszcie jeden z nich łyknąwszy powietrza rzekł uroczyście:
— My, proszę kolegi, jesteśmy delegacją...
— O! — zdumiał się Adam krótko i okrągło.
— W smutnej sprawie — dodał szybko drugi.
“Teraz już ruszą z kopyta” — pomyślał Adam, a głośno dodał: — Kto kolegów przysłał?
— Klasa! — odrzekli obaj.
Adam skłonił z szacunkiem głowę przed tym słowem dostojnym i zapytał rozciekawionym spojrzeniem, czego żąda od niego sąsiednie mocarstwo?
— Wiemy o tym — mówił jeden z posłów — że kolega posiada niepospolity umysł...
Adam podniósł rękę na znak, że musi przerwać orację, albowiem wrodzona skromność nie pozwala mu słuchać podobnych hymnów, mówca


Strony: