Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

jest śliczne, a ja zawsze... Ja zawsze marzyłem...
— O, młody kretynie! — rzekł Adam udając pogodę. — Rozumiem, rozumiem... Kto tak pisze jak ty, dlatego nawet zaostrzony patyk byłby pokusą... Dobrze, jak dobrze... Tylko nie płacz, bo nie warto.
— Co za wstyd, co za wstyd!
— Nikt o tym wiedzieć nie będzie. Łajdactwa bym ci nie przebaczył, głupotę mogę, bo sam nie jestem wiele mądrzejszy.
— Naprawdę nie powiesz nikomu?
— Nie jestem trąbą jerychońską. Dawaj to nieszczęsne narzędzie i bądź zdrów. Pióra nie masz oczywiście przy sobie, lecz ukryłeś je głęboko, aby taki zbytkowny przedmiot nie zwrócił uwagi w domu. Jest ono albo gdzieś za obrazem, albo na piecu.
— W samym piecu — szepnął Burski.
Adam zaśmiał się głośno.
— Widzisz, ośle berberyjski, jakim kiepskim jesteś złoczyńcą... Nie będziesz już nigdy urządzał takich kawałów? Możesz mi nie odpowiadać, bo ja za ciebie przysięgnę i głowę dam, że na widok wiecznego pióra będziesz uciekał. Pozwalam ci natomiast spoglądać pożądliwie na gęsie ogony.
Gadając z przesadną, fałszywie pokrzykującą radością, nieznacznie zbliżył się do pieca i sięgnąwszy ręką w jego paszczę, bezzębną na letni sezon, sprawnym ruchem wydobył pióro–katastrofę i ukrył je w kieszeni. Poklepał po ramieniu zrozpaczonego kolegę, odwracającego twarz, i rzekł cicho:
— Bądź zdrów! I zapomnij o tym.
— Adasiu! — szepnął Burski. — Uratowałeś mnie... Jesteś najlepszym kolegą.
— I najlepszy kolega ma czasem kolegę idiotę! — zaśmiał się Adam. — No, do widzenia... Trzymaj się ciepło, bo to pomaga na głowę.
Nazajutrz działy się dziwaczne historie.
Pierwszy wykładał matematyk, wspaniała profesorska głowa, duch mocny, tylko ciało niecierpliwe, czemu się dziwić nie należy, albowiem żadnych wiadomości nie wbija


Strony: