Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

kłótnie królów greckich u Homera, co się może skończyć homerycką bijatyką. Nigdy zaś nie można przewidzieć, co się z tego wyłoni na terenie klasy. Mały pożar może wywołać wojnę europejską, każdy bowiem z powaśnionych ma przecie swoich przyjaciół i przyjaciele moich przyjaciół mogą zacząć prać przyjaciół tamtego przyjaciela. Ilość zagrożonych zębów mogła się zwielokrotnić. Adam widząc, że to nie przelewki, a pauza niebawem się skończy, skoczył na bojowisko. Silnym ramieniem oddzielił od siebie awanturników i zakrzyknął:
— Gadajcie, do stu piorunów, o co idzie?! Zbyszek, czego chcesz od niego?
— Chcę go zabić! — wrzasnął Zbyszek krótko.
Osobliwe to pragnienie wydało się wszystkim zbyt prostym i połączonym z odrobiną przesady.
— Za co? — wołał Adam.
— Bo jest świnia!
Tamten, tak szpetnie mianowany, zawył i chcąc okazać, że jest lwem, rzucił się z pięściami na przeciwnika. Adam odtrącił go jednakże i rzekł zdławionym głosem:
— Zastanów się nad tym, co mówisz. Możesz go zabić, ale bądź grubianinem. Gadaj prędko, o co idzie? Prędzej, bo nie ma czasu!
— Ukradł mi pióro, moje wieczne pióro — bulgotał Zbyszek.
— Niemożliwe! Łżesz! — krzyknął ktoś z “przyjacielskiego koła”.
— Cicho bądźcie! — wołał Adam. — Skąd wiesz, że to on?
— Nikt inny zabrać nie mógł. Wczoraj na ostatniej lekcji pióro leżało między nami... I znikło jak kamfora... On je zabrał!
Adam zwrócił się do Żelskiego:
— Józek, zabrałeś mu pióro?
— Nie zabrałem żadnego pióra... Jasiński wściekł się chyba!
— Dajesz słowo, że nie wziąłeś pióra?
— Daję słowo! — odrzekł tamten z powagą.
— Zbyszek, słyszysz? Józek dał słowo. Czy ci to wystarczy?
Zbyszek mocował się z własną duszą. Uczciwe słowo —


Strony: