Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

czynił to śmiało i bez zastanowienia się, opryszek jednak pomyślał: “To jakaś pułapka” — i udał tylko, że dotyka oślego brzucha. W ten sposób ten, co miał nieczyste ręce — miał czyste ręce. Zdradziła go zbytnia chytrość. Ponieważ nie miałem osła na zawołanie, użyłem wody. Janek też usiłował być sprytny, więc się zdradził. Zapowiadam mamusi, że dzisiaj dałem mu spokój, lecz go spiorę przy najbliższej sposobności. Najlepiej wtedy, kiedy w domu będzie pranie, aby nie zwracać uwagi.
Historia ta zdarzyła się przed trzema laty. Od tego czasu nikt ze zbójeckiej czeredy nie ważył się na pozbawienie nazbyt przenikliwego brata jadalnych dóbr doczesnych. Przed nim nic się ukryć nie mogło. Zdawało się, że ma jak mucha niepoliczoną ilość oczów: że słyszy, jak rośnie trawa i jak łakomy Jan Nepomucen skrada się ku spiżarni, konfiturami pachnącej”. Tego samego mniemania była klasa siódma, po słynnej zaś awanturze z profesorem Gąsowskim sława Adama niepomiernie wzrosła. Adam bawił się tą łatwością w rozwiązywaniu zagadek, raz jeden tylko używszy swoich “szatańskich” zdolności do okpienia pani Clio, statecznej muzy historii. Nie przypuszczał nawet, że już w najbliższej przyszłości, jeszcze przed końcem roku, co omdlewającym i grzęznącym w upale krokiem brnął ku początkowi wakacji, będzie musiał użyć ich dwa razy. Zdarzyły się dwie awantury, awantury niemiłe — jedna gorsza od drugiej. Pierwsza z nich była nieznośnie przykra i na krótko zatruła mu serce, niezmiernie jednak uradowała go druga, udało mu się bowiem wydobyć z nieszczęścia uczciwego kolegę.
Zaledwie w kilka dni po słynnej rozprawie z profesorem Gąsowskim, który wciąż patrzył na niego z podejrzliwym podziwem, Adam zjawił się w szkole wesoły jak szczygieł. Na familijnej naradzie ubiegłego wieczora zapadło w domu postanowienie wyjazdu nad morze, co się już od dawna


Strony: