Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

strach obleciał, gdy pan profesor zaczął szybko przeglądać nazwiska w notesie. Pomyślałem sobie: “A nuż staruszek...” O, bardzo przepraszam pana profesora...
— Wal dalej! Młody nie jestem, a “staruszek” to pieszczotliwe słowo... Więc czemu cię strach obleciał?
— “A nuż pan profesor — myślałem — wyrwie z notesu trzy nazwiska byle jakie, na chybi—trafi. Choćby pierwsze, drugie, trzecie z kolei”. Byłoby po mnie... Ale się prędko uspokoiłem. Poznałem od razu, że pan profesor ma listę gotową.
— Skąd wiedziałeś?
— Bo pan profesor wprawdzie przewracał szybko kartki, ale żadnego nazwiska nie czytał.
— Wężu! — zawołał staruszek niemal ze zgrozą. — Czytałeś we mnie jak w książce?
— Potem patrzyłem pilnie, gdy pan profesor pisał, i odetchnąłem. Jeszcze mogłem się mylić, ale już miałem połowę pewności.
— I cóż z tego, że patrzyłeś na pióro?
— To, że pierwsze dwa nazwiska pisał pan profesor długo, stawiając wiele liter, a trzecie napisał jednym niemal pociągnięciem. Trzecie nazwisko musiało być “Wnuk”.
— Macte! — zawołał pan profesor Gąsowski. — Wygrałeś, szatanie! Jeśli cię nie powieszą za zbytek sprytu, możesz okazać się pożytecznym człowiekiem. Czy uprzedziłeś tych trzech urwipołciów?
— Nie, panie profesorze. To przecie honorowa walka. Już odtąd, jak powiedziałem, wszyscy będą zawsze przygotowani. Śmiem jednak poradzić panu profesorowi, aby mimo wszystko zmienił metodę, bo natura ludzka jest słaba i grzeszna.
— A ty tę metodę znowu odkryjesz?
— Nie opłaci się, panie profesorze, bo rok się już kończy — zaśmiał się wesoło piekielnik.
Pan profesor chodził po klasie i nad czymś dumał. Widać, że walczył ze sobą, lecz nie zdzierżył. Z niepewnym uśmiechem zbliżył się do Cisowskiego i rzekł:
— Skoro jesteś taki


Strony: