Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

chętnie, panie profesorze. Przede wszystkim starałem się wleźć w skórę pana profesora...
— Nie zazdroszczę... Ale co to znaczy?
— To znaczy, zacząłem myśleć tak, jak by wedle wszelkiego prawdopodobieństwa powinien myśleć pan profesor. Pan profesor myślał tak: “Ten chłystek, ten smarkacz albo ten kretyn Cisowski...”
— Chłystek, chłystek! Pomyślałem: “chłystek...” — jęknął staruszek.
— Bardzo słusznie, panie profesorze... “Otóż ten chłystek Cisowski będzie robił sto tysięcy kombinacji na sto tysięcy sposobów. A ja go urządzę. Postąpię jak najprościej, a to będzie najmniej spodziewane. Ponieważ w sobotę mieli być egzaminowani: Kaczanowski, Ostrowicki i Wnuk, czyli siódmy, siedemnasty i dwudziesty siódmy, na myśl nie przyjdzie temu idiocie...” Czy pan profesor pomyślał o “idiocie”?
— Zapomniałem.
— Dziękuję serdecznie. Otóż: “na myśl nie przyjdzie temu chłystkowi, że można zostawić sytuację taką, jaką miała być. On będzie szukał daleko, a ja go dopadnę z bliska. Na to nie wpadnie nigdy! Na każdą inną kombinację mógłby wpaść przez łotrowski przypadek, ale najprostszej nie odgadnie”. Czy pan profesor tak myślał? — dodał z niewinną miną.
— Słowo w słowo. To jest zdumiewające!
— Trochę też — mówił skromnie zuchwalec — liczyłem na to, że jeśli pan profesor układał swoją listę niezmiennie od wielu lat, to też tak łatwo jej nie zmieni. Zresztą muszę przyznać, że pomysł pana profesora był nieskończenie chytry.
— Naprawdę? Czy mówisz uczciwie? —— ucieszył się staruszek.
— Najuczciwiej mówię! Najprostsze zagadnienia są najtrudniejsze do rozwikłania. Przywykliśmy szukać daleko na widnokręgu tego, co leży u naszych stóp.
— Więc jednak nie tak łatwo ze mną? Co?
— Wcale niełatwo, panie profesorze. Przyznam się, że mnie


Strony: