Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

nikt — dokończył gorąco diabeł i szatan w jednej bezczelnej osobie.
— Tak, tak! — wytrysnęło kilka głosów w klasie.
Zbiorowa ta deklaracja całej społeczności chytrych małpoludów mogłaby być promykiem pociechy dla zasmuconej siwej duszy, która jednakże bardziej była wstrząśnięta z tego powodu, że została okradziona z mrocznej tajemnicy. Pan profesor głęboko był przekonany, że trzydziestu zbójców chociaż po kwiecistej łące historii skakało z kępy na kępę, ze środy na piątek, wiele umie; chociaż bardzo roztargniony, nie zauważył w klasie siódmej zbyt wielkiej ilości zawodowych i upartych kretynów. Tak ich teraz zresztą przyciśnie, że będą jęczeli jak pod prasą tłoczącą wino. Będzie ich przypiekał na rożnie, szybko obracając. Będzie jadowity, zły, kąśliwy, przykry, dręczący, słowem Herodes. Metodę, oczywiście, zmieni. Wynajdzie nową tak piekielnie zawiłą, tak przeraźliwie zagmatwaną, że nie jeden mizerny diabeł, lecz cała ich czereda nigdy jej nie wyśledzi. Szkoda tej, wedle której egzaminował przez dziesiątki lat, była bowiem wygodna i tak się w niej wyćwiczył, że działał bez omyłki. Szkoda, wielka szkoda. W tej chwili przyszło mu na myśl, że może ten sprytny urwipołeć pyszni się tylko i chełpi; może wpadł przypadkiem jedynie na ślad, ale nie zna istoty tajemnicy. O tym należy się przekonać.
— Mój panie — rzekł głucho. — Czy nigdy się nie pomyliłeś?
— Nigdy, panie profesorze...
— Czy zawsze pytałem tych, których niecnie uprzedziłeś?
— Niestety, zawsze, panie profesorze. Zdarzało się czasem, że jeden z trzech był chory, i wtedy...
— Co ja robiłem wtedy? — zapytał szybko pan Gąsowski.
— Wtedy pan profesor egzaminował tylko dwóch, aby sobie nie popsuć porządku.
“Lis, chytry lis!” — pomyślał ze zdumieniem staruszek. — Wie o wszystkim...”
Potarł


Strony: