Szatan z siódmej klasy

Autor: Kornel Makuszyński

tego obwiesia z pierwszej ławki. Obwieś, bo obwieś, ale ma odwagę. Przyznał się, aby go nie smucić. Co z nim zrobić? Zabić?... O tym będzie czas pomyśleć, w tej chwili bowiem panu profesorowi zamigotała w głosie myśl tak jaskrawa jak rozżarzona błyskawica. Znowu się zbliżył do złoczyńcy i mówił zduszonym głosem:
— Czy moją tajemnicę wyjawiłeś wszystkim?
— Tak, panie profesorze...
— Aha! Objawiłeś... Oczywiście: dobry kolega! W ten sposób każdy wiedział z całą pewnością z góry, kiedy będzie pytany i na ten dzień był doskonale przygotowany? Odpowiadaj!
— Niestety, panie profesorze... — westchnął boleśnie największy opryszek nowych czasów.
— Dlatego Kaczanowski i ten drugi ani w ząb?
— Tak, bo to nie był ich dzień...
— Człowieku! — krzyknął pan Gąsowski. — Przecie w ten sposób nie umiecie nic!
Odkrycie tej smutnej prawdy było tak piorunujące, że obstupuerunt omnes.
Zacny profesor załamał ręce i wzniósł je rozpaczliwym ruchem ku milczącym ze zgrozy niebiosom. Muza historii, tak niecnie oszukiwana, chwyciła najbliższą, bardzo kanciastą gwiazdę i tłukła się nią po głowie. Czort z pierwszej ławki, ów Cisowski — miano to będzie w historii przeklęte! — otworzył usta ze zdumienia, że jakoś ten szczegół uszedł dotąd jego uwagi, równocześnie jednak zmarszczył czoło na znak, że gwałtownie myśląc szuka pociechy i dla swojego robaczywego sumienia, i dla pana profesora. Po chwili zaczął ciągnąć za włosy opierające mu się słowa, bardzo blade i bynajmniej nie odznaczające się zuchwałą pewnością.
— Tak źle nie jest, proszę pana profesora. My wszyscy wcale dobrze znamy historię. Swoją lekcję zna każdy znakomicie, a inne tematy może nie tak dokładnie, ale wystarczająco. Pan Gąsowski jęknął cicho, lecz przejmująco.
— ...Za to epokę napoleońską znamy tak jak


Strony: