Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

wroga. Spojrzenie to zapowiadało, że chętnie schrupałby kilka ludzkich kości i chętnie napiłby się krwi. Wreszcie jak dziki wódz, co patrzy na plądrowanie miasta, zapytał gromko:
— Czy wszystko już zabrane?
— Oprócz myszy, wszystko! — zameldował Raczek.
— Dobrze! Przeklnij pan ten dom i chodźmy.
Za drzwiami zabulgotał jakiś głos jak samowar i zasyczał.
A oni wyszli z godnością. Najpierw szedł Ignaś, za nim Raczek niosący swoją bibliotekę, a pochód zamykał niezwyciężony Lepajłło. W tym samym bojowym szyku, lecz z radosnymi twarzami wchodzili do nowego mieszkania na poddaszu umierającego, osiwiałego domu, który kiedyś był podmiejskim dworkiem, a teraz miał rezygnację w mętnych oczach okien, przygarbił się z rozpaczy i pochylił czekając, kiedy go połknie kamienny olbrzym.
— Mieszkanko było biedniutkie, ale wesołe: pokoik z kuchenką, na której nigdy nie gotowano homarów i nie pieczono bażantów. Okno pokoiku patrzyło na lotnisko. W zbutwiałej skrzynce chwiały się za oknem poczerniałe badyle pelargonii, krwawych niedawno płomieni, zgaszonych przez deszcz. Widok stąd był


Strony: