Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

…Ja go już dzisiaj rano widziałam, jak chodził na przeszpiegi. On tu już musiał być poprzedniej nocy… Nie bój się, mamusiu, bo jego i tak powieszą… Taki mały, a już taki zbój!
— Nie zbliżaj się — krzyknęła mamusia — bo cię jeszcze ugryzie! O! Jest pan nareszcie! Będzie pan miał ładny bał, panie Raczek!
Raczek po raz pierwszy w swoim życiu ryknął. Dosłownie ryknął. Z lewego oka cisnął piorun na gospodynię, piorunem z prawego stłukł „indycze jajo” i wydając z siebie głos lwi, rozrywał więzy Ignasia.
— Policja! Policja! — wrzasnęła gospodyni.
— Cicho pani bądź! — krzyknął Raczek tak gromko, że gospodyni umilkła śmiertelnie zdziwiona, że z owego chudzielca mógł wydobyć się głos tak potężny.
Stróż wetknął głowę poważną jak dostojność prawa.
— To morderca! — wołała gospodyni ośmielona widokiem stróża.
— Trzeba by stu takich, żeby panią zamordować — odegrzmiał Raczek. — Dziewięćdziesięciu dziewięciu uciekłoby przed panią. To pani chciała zamordować lego chłopca! Jakim prawem związała go pani? Ja pójdę po policję, a nie


Strony: