Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

robię, to doskonały interes, ale dla mnie.
Nie krępuj się, Ignasiu. W odpowiednim czasie za te wszystkie nędzne mizerności, które ode mnie otrzymasz, ja ciebie, panie miły, obedrę ze skóry. Prawdę mówiąc, to mi cię szczerze żal…
Ignaś nieśmiałym ruchem położył rączynę na wyschniętej, żylastej ręce starego człowieka, a na drugiej jego ręce ułożyła — się złota, słoneczna, ciepła plama jak złoty liść jesienny, a on rozważał w dobrym sercu, co mu większą sprawia pieszczotę: czy ten pocałunek ręki dziecięcej, czy pocałunek słońca? Więc dodał cicho:
— Ot, gadam, aby gadać… Nie zwracaj na to uwagi, mój chłopcze… Podzielę się z tobą wszystkim, bo jesteś sierota… No i ja jestem sierota…
— Czy pan nie ma nikogo na świecie? — zapytał cicho Ignaś.
— Nikogo… Nikogo…
Słowa te upadły tak cicho jak dwa liście oderwane od gałęzi.
— Od wielu lat jestem sam — mówił Raczek, jakby serdecznie się zwierzając. — Czasem nie mam do kogo zagadać, a nie ma gorszego nieszczęścia dla siwej głowy jak samotność.
Zresztą, co tam głowa! Siwe serce nie


Strony: