Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

Lepajłło.
— To dziwne! — zaśmiał się sekretarz. — Lepajłło był tu dziś rano i obwieścił całej redakcji, że panu ręki nie poda, bo uważa pana za szkodliwego pomyleńca, który chce karmić ludzkość łupinami z kartofli. Co to znowu za historia z tymi kartoflami?
— Et, niewinna historia, mówić nie warto…
Raczek zdążał krokiem tanecznym ku swojej jadłodajni, miłym spojrzeniem każdego pozdrawiając przechodnia.
U wejścia stał już Ignaś jak ułan na pikiecie10 i dojrzawszy swego patrona, podskoczył ku niemu z takimi objawami radości, jak gdyby syn witał dawno niewidzianego ojca; potem wziąwszy się pod ręce wkroczyli do garkuchni. Zgłodniały wędrowiec na Saharze poczułby ją powonieniem z odległości stu kilometrów. Podróżnik podbiegunowy, zjadłszy już wszystkie psy i podeszwy od butów, zawahałby się, zanim zjadłby cokolwiek w tej znakomitej jadłodajni, której nie trzeba było szyldu ani reklamy, każda bowiem potrawa oznajmiała się sama krzykliwym zapachem. Ani Raczek, ani Ignaś nie byli wybredni. Wybredność w jedzeniu nie jest cechą ludzi wzniosłego ducha; Sokrates swojego ducha karmił


Strony: