Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

doprowadzi go wreszcie do zguby…
Strach wiódł go pod rękę, kiedy wchodził do gabinetu naczelnego redaktora i nie śmiał spojrzeć w oblicze swojego pracodawcy. Czeka gromu spoza grubych szkieł dostojnika. Czuł, że wszystkie sejsmografy9 świata zapisują teraz wielkie trzęsienie jego nóg, w które — odwiecznym zwyczajem — schodzi zalękła dusza… Coś się jednak dzieje dziwnego. Pan redaktor nie ciska w niego lampą ani krzesłem, lecz długo na niego spogląda, czemuś się dziwi, czymś się trapi i wreszcie zaczyna łagodnym głosem:
— Mówił mi pan Lepajłło…
„Jednak to Lepajłło!” — jęknął Raczek w przepaściach ducha i uczyniło mu się smutno, że ten człowiek, którego — mimo śmiesznych zwad — lubił i poważał, oczernił go przed przełożonym.
— …że pan przygarnął jakiegoś biedaczynę. Wpadł do mnie dzisiaj, nieomal o świcie, i narobił straszliwego krzyku, już nie prosząc, ale żądając, i to morderczym tonem, abym panu z tego powodu podwyższył gażę. Straszną godzinę przeżyłem dziś przez pana i gdybym tak nie lubił tego Litwina, jak go lubię, doszłoby do bitwy między nami.


Strony: