Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

szerokością stołów, nad którymi spotykały się spojrzenia: chmurne i krwią pomazane Lepajłły i rozradowane, wesołe, niebieskie Raczka. Następował nagły trzask, coś migotało, coś błysło i zaczynało grzmieć: to Lepajłło wydobywał z brzucha warkot ostrzegawczy i groźny. Raczek piskał dyszkantem jakieś słowo i rozpoczynała się krótka, burzliwa awantura jak wiosenna burza. Wszystko zresztą pomiędzy nimi było awanturą.
Czasem Raczek, pracujący zawsze do bardzo późnej nocy, mrugał zmęczonymi oczyma i coraz niżej pochylał głowę nad płachtą uczernionej stronicy. Litwin nie mówił nic, tylko łypał powiekami, czasem ręką uderzał o stół, wreszcie używał ostatecznego efektu: zaczynał zgrzytać zębami. Potem łączył wszystkie te grymasy w jeden grzmot i wiązał je we wściekłość.
— Idź pan spać — grzmiał jak beczka toczona po wyboistym bruku. — Idź pan spać, mówię panu! Zdechlak pan jest, a ja nie mam zamiaru cucić pana, kiedy pan zemdleje. Szkoda kubła wody na takiego łapserdaka.
— Ale kto dokończy korekty? — pytał dobrotliwie Raczek. — Przecie pan nie potrafi, bo to zbyt inteligentna


Strony: