Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

świetnie mu odpowiada i szczerzy zęby z nieludzkiej radości, bawił się jak dziecko. Wielka radość, łaskawa i dobroczynna, serdeczna radość — największy cudotwórca — zdjęła z jego siwego serca lat równo pięćdziesiąt. Stary człowiek, szczęśliwy, bo sierocą nędzę uczynił szczęśliwą, miał w tej chwili lat tyle, co ten chłopiec. Był młody, rozbawiony, gotów do figlów i śmiał się: oczami, sercem, trzęsącą się bródką i każdym ruchem rąk, które — starym obyczajem ludów wschodnich — zaprzągł do gadania.
Wtem — czujny jak wódz Nakrapiany Wąż albo Srokaty Byk — złowił uchem szelest w wąwozie kurytarza. Znieruchomiał z ręką ostrzegawczo wzniesioną w górę, a Ignaś, jak przerażona wiewiórka, skulił się w dziupli pomiędzy szafą a piecem. Ciężkie kroki zachwiały domem, potem ktoś przystanął u drzwi i — widać — podsłuchiwał, wreszcie energiczne stuknięcie we drzwi roztłukło na czerepy szklaną kulę ciszy.
— Panie Raczek! Jest pan tam czy pan umarł, że tak cicho? — ozwał się głos zjeżony i szorstki jak stary koc.
— Jestem, jestem — odrzekł skwapliwie Raczek. — Co


Strony: