Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

połamany,
Tak się duszyczka sta — a — rgała…

Słowa były smutne, lecz pan Raczek śpiewał je dziarsko i ochoczo, nie zdołał jednak dokończyć śpiewania równie fałszywie, jak zaczął, bo ostatnie słowa wyrwano piosence tak, jak kolorowy ogon ptakowi.
Głos, nabrzmiały ponurym dostojeństwem i brzękiem zardzewiałego żelaza, zakrzyknął ostrzegawczo spoza drzwi zastawionych szafą:
— Panie Raczek! Tu nie opera! Czy pan słyszy?
— Cóż to? Zanucić sobie nie wolno? — pisnął Raczek, z jasnym, choć cienkim niezadowoleniem.
— Idź pan śpiewać na podwórze albo pod kościół, gdzie dziady śpiewają…
— Dobrze! — oświadczył boży śpiewak. — Mogę nie śpiewać, ale nie pozwolę siebie obrażać…
Głos coś tam burknął, ale sens zginął w czeluści brzuchatej szafy.
Raczek posłał w tę stronę pocałunek od ust i podniósł nogę znak że gdyby mógł, zatańczyłby z radości. Poprzestał jednak na tej symbolicznej demonstracji i uśmiechał się do Ignasia najszczęśliwszym z uśmiechów. Teraz zaczął z nim rozmawiać na migi, a widząc, że roztropny Ignaś


Strony: