Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

wypłowiałym pokoju, potem — dając Ignasiowi znaki mrużeniem oka i uśmiechając się porozumiewawczo — bębnił palcami po stole. Zdumiał się ów czworonóg, nie zdarzyło się to bowiem za jego pamięci, bardzo atramentem i tłuszczami splamionej, aby ów cichy i spokojny lokator zdobył się kiedy na tak żywe objawy swojego istnienia. Z sąsiednich apartamentów dochodziły jakieś stłumione odgłosy, które nagle ucichły, jakby zdumione. Pan Raczek położył palec na ustach, jak gdyby chciał raz jeszcze zakrzyknąć: „czuj duch!” i zaczął nadsłuchiwać. Niezmierna jego chytrość napięła swoje diabelskie moce jak cięciwę, co zaraz wypuści strzałę w wielkie ucho tego domu. Ignaś patrzył z wesołym, rozradowanym zdumieniem na miny, które stroił pan Raczek, szczęśliwy, że wyborna komedia tak cudownie się rozwija.
— Teraz słuchaj i podziwiaj! — rzekł mu pan Raczek rozanielonym spojrzeniem.
I nagle — niby beztrosko, niby tak sobie, od niechcenia, byle tylko zabawić swoją samotność, absolutną samotność, nieulegającą żadnej wątpliwości samotność — pan Alojzy zanucił;

Jako od wichru krzew


Strony: