Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

potrafiłby im powiedzieć tego, bo chyba żaden człowiek nie umiałby wypowiedzieć tej niebiańskiej rozkoszy.
Ktoś idzie… Ignaś sprężył się i zamienił cały w słuch. Trzasnęły jedne drzwi, gderliwie zaskrzeczały drugie. Ukrył szybko okruszynę w papierku, papierek wetknął w kieszeń i przygotował się do ucieczki jak pies na obcym podwórku.
— To ja, chłopcze! — usłyszał miły głos i aż westchnął uspokojony.
Siwy, uśmiechnięty pan spojrzał na niego z rozrzewnieniem, zapaliwszy elektryczną lampkę. Pokazał mu jakieś pudełko i zasmakowawszy w nieporównanym dowcipie zapytał:
— Jak pan myśli, panie Ignacy, co jest w tym pudełku?
— Nie wiem — odrzekł cicho chłopiec.
Raczek zmrużył szelmowsko lewe oko i strojąc niezwykłe miny, otworzył pudełko.
— To są buty! — zawołał triumfalnie. — Buty dla pana dobrodzieja… I skarpetki też są… I też dla pana dobrodzieja. Już nie będzie nam zimno i będziemy wyglądali wspaniale. Dawaj nogę, najpierw prawą…
Przykląkł i zaczął odziewać sine, obłocone, odrapane i poranione nogi chłopca, który pochylił nisko


Strony: