Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

strasznie. Twardo i zimno i wielka trwoga ściska serce, zanim wreszcie zapadnie się w sen. Wtedy jest już wszystko jedno. Ta wilgoć, to błoto i te schody to może straszniejsze od głodu. W tej chwili Ignaś otworzył szerzej oczy i jakby nagle obudzony, spojrzał na papierowe zawiniątko. Rozwinął je ostrożnie, jak gdyby bał się, że marzenie okaże się złudą, i oto roziskrzonym wzrokiem ujrzał cudo cudów i rozkosz rozkoszy. Aż westchnął z niezmiernego zachwytu i począł jeść pełne zakalca ciasto roztropnie, po okruszynce, aby rozkosz trwała do skończenia świata. Boże! Boże! Więc można być nadludzko szczęśliwym… Chciał krzyknąć z radości, z dumy i z zachwytu… Wierzył tomu panu, pokochał tego pana, ale połykając takie oczywiste, słodkie, różowe świadectwo jego dobroci gotów był uwielbić go i pójść za nim, dokąd zechce. Wielki młody, wilczy głód oszukany tą mizerną słodyczą zachwycił się wzruszonym zachwytem. Nigdy jeszcze nie jadł czegoś równie smakowitego, czegoś równie cudownego. Żaden z jego przyjaciół i kolegów nie jadł nigdy takich wspaniałości. Nie uwierzą mu, gdy im opowie, zresztą nie


Strony: