Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

takiego pomyleńca, co się śmieje do muru albo do dorożkarskiego konia, który w pobliżu wrósł w ziemię drewnianymi, powykręcanymi nogami. Chłopak pojął wobec tego, że chudy pan — z niewiadomych powodów — uśmiecha się do niego. Spojrzał bystrzej rozumnymi oczami i uznał, że uśmiech ten jest bardzo jakiś serdeczny i bardzo życzliwy i nie ma bynajmniej powodu do tego, aby poczuć się dotkniętym na honorze gazeciarza, mocno drażliwym i wyczulonym, gotowym każdej chwili do bitki. Wobec tego, wedle prawideł handlu zamiennego, uśmiechnął się także, odsłaniając zdrowe zęby, bardzo bezrobotne i nie narażone na zbytnią przy częstym jedzeniu udrękę. W tej chwili gromadka chłopców, wydawszy gardłowy, zmącony okrzyk Komanczów biegnących na zdobycie fortu białych, wpadła do szerokiej, ziejącej bramy. Chłopiec pozostawszy wskutek chwili nieuwagi na starcie, zwrócił się szybko, aby pobiec za gromadą.
— Hej, chłopcze! — zawołał wtedy Raczek.
Zdziwiony chłopiec przystanął i, wahał się przez krótką chwilę na bosych piętach.
— Poczekaj no, chłopcze! — rzekł Raczek zbliżając się.
— Nie mam


Strony: