Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

wołu takie zawsze robi miny, jakby chciało donośnie zarżeć końską modą i wierzgnąć wesoło. Tego dnia nie zwrócił nawet uwagi na to, co zjadał, i jedynie życzliwej uwadze sąsiada zawdzięczał, że nie pożarł strzępka wzorzystej tkaniny pływającej w zupie jak wodorost w morzu Sargassa. Uczynił za to rzecz niezwykłą, gdyż placek ze śliwkami, czyli zakalec różowo upstrzony, zawinął w papierek i z uśmiechem ukrył w kieszeni. Potem, niezbyt najedzony, lekki na ciele i duchu, usiadł na ławce w Alejach, łowiąc niebieskimi oczami ostatnie srebrne i wiotkie jak pajęczyna błyski jesiennego słońca; dzień bowiem był pogodny. Kasztany płakały ciężkimi, brunatnymi łzami swoich owoców mocno bijących o ziemię, oderwany liść chwiał się w powietrzu jak raniony samolocik i drżał z trwogi, że go za chwilę ludzkie zdepcą stopy.
W oznaczonym czasie znalazł się wśród gromadki chłopców przed redakcją i począł przyglądać się im pilnie. Nie szukając długo ujrzał swego smyka, który nic o tym nie wiedząc, że pan Lepajłło dybie na niego i że niedawno zapowiedział Raczkowi tragiczną jego zagładę, z wielkim spokojem


Strony: