Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

Owszem, powiem, powiem, a pan niech zakryje ręką swoje niewinne oblicze i niech się pan wstydzi. Otóż ten pański chłopaczek spał do samego rana jak książę pod moim płaszczem. Kiedy się uczynił ruch w redakcji, otworzył oko: jedno, potem drugie i nagle się przeraził…
— Oczywiście, biedne dziecko zobaczyło pana… Stary by się przeraził, cóż dopiero taki chłopczyna.
— Może pan kpić, bardzo proszę. Ja to wszystko dołączę do generalnego rachunku i kiedyś się policzymy.
— I cóż dalej? — pytał szybko Raczek.
— Dalej? Dalej było tak, że mnie omal krew nie zalała. Ten smyk, ujrzawszy, że leży w jakimś pokoju, na jakimś stole, pod jakimś płaszczem, krzyknął przeraźliwie i rzucił się do ucieczki… Ja za nim, myślałem bowiem, że trzeba chłopca nakarmić… On poza stół, ja poza stół, on do pieca, ja za nim. Musiałem przy tym krzyknąć…
— Wyobrażam sobie! — bąknął Raczek.
Lepajłło nie zwrócił na to uwagi.
— …Musiałem przy tym krzyknąć i chciałem go schwytać.
Wtedy ten pański pupilek chwycił kałamarz, mój własny kałamarz… i cisnął go


Strony: