Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

odgłosów, była to zabawa w sam raz dla niedźwiedzi lub dla ludożerców, a nie dla misternego dziecka.
— Wyraźna to opieka boska — rzekł Raczek do siebie — że to biedne dziecko nie dostanie konwulsji ze strachu, kiedy pan Lepajłło ryknie dla zabawy.
Odważnie jednak zadzwonił, rad, że Lepajłło w dobrym jest usposobieniu. Stropił się więc cokolwiek, kiedy zdumione oczy Lepajłły przywitały go, równocześnie ze zdumieniem, bezdenną pogardą i groźbą śmierci w męczarniach.
— Pan po co i do kogo? — pytał Litwin.
Raczek uśmiechnął się niepewnie.
— Do kogóż by? Do pana… — Chcąc zaś zagasić rudy płomień gniewu pana Lepajłły, dodał szybko: — Ach, jakież piękne dziecko!
Dziewczynka, ujrzawszy człowieka—niebieskie oko, człowieka—uśmiech i człowieka—rzewna bródka, szybko podeszła ku niemu. Wtedy Lepajłło wrzasnął przeraźliwie i krzyk ten zarzucił jak arkan na nieszczęsnego Raczka, który — jakby pociągnięty — cofnął się w tył.
— Niech pan nie dotyka dziecka! — wołał Lepajłło. — Wariatom nie wolno dotykać dzieci. Danusia, uciekaj!
Danusia


Strony: