Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

zdjął z siebie płaszcz i troskliwie okrył chłopca.
— To ciepły płaszcz — szepnął, jakby chciał się usprawiedliwić.
Raczek uśmiechnął się jasnym, dobrym uśmiechem i chwycił w swoje drobne ręce potężną dłoń Lepajłły.
— Pan jest strasznie zacny — rzekł cichutko,
Lepajłło wyrwał rękę jak oparzony i pełen hamowanej z trudem wściekłości rzekł potężnie:
— Czy pan chce, żebym pana zabił od razu, czy dopiero jutro?
II

Raczek wstawał zwykle późno, aby odespać przepracowaną noc, nazajutrz jednak wpadł wcześniej do redakcji. Lepajłły, oczywiście, nie zastał, a o chłopcu nic mu nie umiano powiedzieć. Raczek nie mógł go zapomnieć: wciąż miał przed oczami widok biedaczyny, zwiniętego w kłębek jak psiak na chłodzie, i tak, zapewne, zmęczonego, że go nie obudziło ani światło, ani głosy, ani przenosiny ze schodów na stół redakcyjny. Czuły na każde nieszczęście drżał i truchlał pan Alojzy na widok bezbronnego nieszczęścia dziecka. Ten chłopczyna był prawie dzieckiem, zmiętym, zziębniętym i pewnie głodnym dzieckiem. „Co się z nim stało lub co


Strony: