Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

dziecko… To jakiś chłopczyna, co sprzedaje gazety… Panie Michale, coś trzeba z nim zrobić, ale co?
Lepajłło patrzył na chłopca dziwnym wzrokiem. Pan Raczek byłby przysiągł, że wzrok ten był wilgotny.
— Spał — szepnął jakby z wielkim zdumieniem, ale najcichszym szeptem, aby go nie obudzić.
— Musi być bardzo zmęczony… Połóżmy go tutaj… Czekaj pan! Ułożymy go na stole, a pod głowę damy mu stare gazety… O, taki… Dziękuję panu! Tu już nikt nie zajdzie do rana — szeptał z wielkim przejęciem. — Ale rano będzie miał ciężkie przejścia… Chyba, że ja tu zostanę.
— Pan pójdzie do domu — szepnął groźnym, opasłym szeptem Lepajłło. — Pan jest zmęczony i w ogóle kapcan pan jest, jeśli idzie o zdrowie. Ja tu z nim zostanę!
Raczek spojrzał na niego serdecznie.
— To ja go znalazłem — mówił. —. Nie chcę panu czynić kłopotu.
— Wynoś się pan — mruknął Lepajłło.
— Dobrze, dobrze… Patrz pan, jakie to blade, biedactwo…
Drży z zimna. Czym go przykryć, mój Boże?
Litwin uderzył się nagle dłonią w czoło, czym prędzej


Strony: