Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

z miłym uśmiechem odrzekł Raczek w stronę kulawej, tępej szafy ze starymi gazetami.
— Słusznie. Szkoda dobrego parasola dla kiepskiego wariata — zduszonym głosem oświadczył Lepajłło w stronę zdumionego tym oświadczeniem pieca.
Pan Alojzy, nadziany triumfem jak indyk truflami, wyszedł na stare, trzeszczące schody. Uśmiechał się w ciemności, wielce rad, że potęgą ducha zmiażdżył tego drewnianego Perkuna6 i wgniótł go w proch. Za drzwiami przystanął, nasłuchując, czy zgnębiony Lepajłło nie jęczy z boleści, w pohańbieniu i wstydzie.
W tej chwili usłyszał cichy jęk.
Uśmiech zwiądł na ustach dobrego pana Raczka. Zaczął nasłuchiwać pilniej i wyłowił w czarnej wodzie ciszy jakby srebrną płotkę — cichutkie westchnienie. Zdumiał się. Przecie tak misternie i rzewnie nie wzdycha Lepajłło, który wichrem swego westchnienia mógłby wywrócić słonia. Nie, to nie on. Ktoś musiał być na załomie schodów wiodących na drugie piętro, w nocy puste — mieściły się tam bowiem biura administracji. Raczek podszedł cichutko i zapalił zapałkę.
— O Boże miłosierny — szepnął smutno.

Strony: