Skrzydlaty chłopiec

Autor: Kornel Makuszyński

żadnym „panem Michałem”, lecz „Lepajłłą”, wyraźnie: „panem Lepajłłą”.
Równocześnie „pan Lepajłło” tchnął taką chmurą dymu jak pancernik, co się otacza dymową zasłoną, i tak wycelował swoją uwagę na Raczka jak śmiercionośne działo. Ale — o dziwo! — Raczek nie zwracał na to wszystko uwagi i odpędziwszy dym, jakby odpędzał muchy, mówił z wielkim przejęciem:
— Nadzwyczajny artykuł… Bardzo, bardzo ciekawy… „Kiedy umrze wszechświat?…” — Czy pan słyszał coś podobnego?
Niech pan sobie wyobrazi, że słońce, tracąc w przeciągu każdej minuty dwieście pięćdziesiąt milionów ton swojego ciężaru, w tym samym czasie, wskutek zamiany materii w energię, wypromienia z siebie dwieście dwadzieścia sześć kwintylionów ergów…
— Tylko tyle? Myślałem, że więcej — zasyczał Lepajłło jak szatan smażony w upale dwustu dwudziestu kwintylionów ergów.
Raczek nie zwracał na niego uwagi.
— To straszne — mówił. — Po upływie kilkuset bilionów lat nastąpi katastrofa. Niech pan słucha: — „…Wiele danych wskazuje na to, że obecnie, jako obywatele


Strony: