Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

Uśmiecha się uśmiechem łagodnym i milczy. Pięknie to nazwał jeden wielki łaciński poeta: amica silentia lunae, co się wykłada: „przyjazne milczenie księżyca”.
- Patrz, patrz, ojcze, na te chmurki! - szepnął w zachwycie Janek.
- Jak rzekłeś? Teraz i ty zapomniałeś, że jestem ślepy - zaśmiał się Witalis. - Wiele razy będziemy jeszcze wspominać te oczy nadaremno.
Chłopiec aż pobladł na myśl, że tak nieopatrznie wspomniał o tych oczach nieszczęsnych. Witalis pogładził go po głowie i już milczeń.
Noc już była wielka, kiedy mędrzec usnął głęboko.
W powietrzu była srebrzysta poświata. Cisza nocy też się wydawała srebrna. Dokoła było wielkie milczenie, owo „przyjazne milczenie księżyca”. Czasem wielki ptak przeleciał w miesiącu, lecz ciszy nie zmącił puszystym lotem, jak duch nocy.
Janek nie mógł zasnąć, lecz leżał z otwartymi szeroko oczyma, rozmyślając o przenikliwej Witalisowej mądrości, co bez oczu widzi głąb serca. Nasłuchiwał jego spokojnego oddechu.
- Daj mu Boże - myślał - chociażby sny słoneczne.
W tej chwili cień ogromny padł na


Strony: