Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

zejść na dno, i tam znaleźć tego, który mówił. Opamiętał się jednak, zrozumiawszy, że czeka go tam śmierć zimna, straszna i nieuchronna, i że, gdyby z tej szalonej wyprawy nie powrócił, na ziemi zostanie bez pomocy i opieki nieszczęśliwy ślepiec.
- Żyć, żyć, ja muszę żyć! - krzyknęło mu coś bulgotem krwi w sercu.
Chwycił ramię kołowrotu i w straszliwym podnieceniu począł dobywać ciężkie wiadro z czeluści.
Nie powiedział ojcu o dziwnym głosie z głębi ziemi, rozważając, że jeśli to była złuda, złą nadzieją jedynie nakarmi starca i ból jego pomnoży. O świcie jednakże poskoczył ku studni i długo patrzył w jej dno, co jak oko ziemi łzą ciemnej wody zasnute, tęsknym wzrokiem spoglądało na skrawek błękitu. Woda stała nieruchoma, zimna i tajemnicza.
- Ktokolwiek to był - rozmyślał chłopiec - nie mógł być duchem złym. Był to ktoś dobry, bo mi nakazywał męstwo i kazał hodować nadzieję. Tego by nie Uczynił zły. Duch ciemny radość ma z tego, jeśli w człowieku rośnie zwątpienie i rozpacz… Przy tym kilkakroć wezwałem Boskiego imienia, a on przemawiał do mnie w dalszym


Strony: