Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

na śmierć, lecz co mam uczynić?
- Powstrzymaj łzy. Łzy twoje padają w studnię, jak ciężkie głazy!
- Już nie płaczę, już nigdy nie zapłaczę, Co mam czynić jeszcze?
- Czekać, czekać, czekać!
- Czy mogę tobie wierzyć? Czy mnie nie mami głąb?
- Ziemia nie zna fałszu, ogień nie kłamie, a woda jest przeczysta. Ja jestem ziemia i ogień, i woda. Ja ci nie powiem, co się stanie. Ja cię ostrzegam jedynie, aby cię nie zabił lęk. Odejdź teraz… Podnieś łańcuchy, bo mi ciężą na piersi… Już mnie nigdy nie Usłyszysz, człowieku, co duchy nieszczęśliwe pociesza… Niech łaska ziemi będzie z tobą, jako już jest nad tobą łaska nieba…
Ostatnie słowa cichsze były, jak gdyby ten, co przemawiał, zapadał się coraz głębiej.
Janek chwilę jeszcze stał pochylony i błyskiem rozgorzałych oczów usiłował oświecić czeluść, wydrążoną w skale; widział jedynie ułamek łańcucha, a poniżej mrok gęsty i ciężki. Zdawało mu się, że tę ciemność można odwalać jak ziemię. Szalona myśl zamigotała w chłopięcej głowie: aby się czepić tego studziennego łańcucha i krwawiąc ręce


Strony: