Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

do studni, aby wydobyć wiadro wody. Opowiadano, że studnia ta, bardzo głęboka, łączy się w mrocznej czeluści z piwnicami ruin. Jej dna, na którym spał mokry, mchami obrosły mrok, nie było można dojrzeć. Janek długo spuszczał wiadro, na skrzypiącym wiszące łańcuchu, a kiedy zwój jego na kołowrocie zupełnie się rozwinął, chłopiec starł pot z czoła i, odpoczywając, oparł się o kamienną cembrowinę studni. Nagle drgnął. Wydało mu się, że ze studziennej czeluści dobywa się jakiś głos. Nachylił się i, usiłując ostrym spojrzeniem rozgarnąć ciemności, nasłuchiwał. Mrok spał tam nieprzenikniony i niczego dojrzeć nie było można, lecz jakby otchłań ziejąca zimną wilgocią zamieniła się w rozwartą gardziel, bulgocący wydobył się z niej głos i ociekając wodą usiłował wydostać się na świat. Głos ten był daleki, jakby pochodził z brzucha ziemi i huczał, jakby kto toczył głazy.
Janek słuchał długo, aż głos wspiął się ku niemu i jak grzmot daleki zadudnił:
- Czy mnie słyszysz, człowieku?
- Słyszę! - rzucił chłopiec w czeluść studni odpowiedź jak kamień.
- Czy jesteś ten,


Strony: