Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

siedziska i rzekł:
- Chodźmy wędrować po niebie, synu.
Zbliżył się ku przestronnemu oknu, przy którym na trójnogu wysokim osadzony był teleskop jednooki, czujnie w niebo wpatrzony, i przez który widać było płat nieba ogromny, radośnie gwiazdami błyskający. Niebo wyglądało tej nocy wspaniale, bogato i cudnie, jakby na nim namnożyło się gwiazd jarzących i pysznych. W powietrzu jasność była jakaś srebrzysta i upojne wonie, od lasów i łąk bijące. Świat wyglądał jak niezmierny kościół, w którym krocie jarzy się świateł; dziwna była ta wielka wieczorna cisza w tej świątyni i można było mniemać chyba, że właśnie odbywa się Podniesienie, przeto organy umilkły, śpiew się ludzki milczeniem kaja, a tylko świerszcze zamiast dzwonków cichutkich odzywają się z daleka. Tym więcej świat do kościoła był podobny, że nisko nad ziemią płonęła jedna gwiazda blaskiem krwawym, właśnie jak lampa wieczna przed ołtarzem.
Witalis na niebie położył spojrzenie i wodził nim długo we wszystkie strony. Janek stanął poza nim i zachwyconymi oczyma miłośnie musnął gwiazdy, które po dwakroć miłował: dlatego,


Strony: