Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

może je nowym pełnić blaskiem.
- O, niechże się stanie cud!
- Niegodny, niegodny jestem… Już i to jest cudem, że jeszcze widzę… Pójdźmy patrzeć na gwiazdy…
Patrzyli nocy każdej na roziskrzone niebo tak długo, aż gwiazdy zaczynały blednąc i ze złotych czyniły się srebrne, zanim jak srebrnołuskie ryby nie skryły się w mlecznej poświacie nieba, jak w perłowym jeziorze. Wtedy mędrzec zapisywał w księgach o wszystkim, co zdołał nocy tej wyśledzić wśród gwiezdnej zamieci, i dopiero szedł na spoczynek.
Raz rzekł o zachodniej zorzy:
- Dzisiaj będzie noc taka, sierpniowa złota noc, podczas której najwięcej pada gwiazd. Piękny to jest widok. Gwiazdy burzą się, jak gdyby pszczołowody chodzili wśród ułów i chwytać chcieli roje. Coś wcześnie dziś wieczór zapada… Słońce zapewne zachodzi w bogatej czerwieni, bo mi się wydaje, że czerwone wielkie koła wiją się przed oczyma.
Przetarł dłonią oczy, powiekami je nakrył, jak gdyby pragnął dać im odpocznienie.
Kiedy zaś nadeszła noc, oznajmiona graniem świerszczów i hukaniem puchaczów. Witalis podniósł się ciężko z


Strony: