Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

jak złote ziarna zboża, są to światy ogromne i niepoliczone. Mąci się myśl człowieka, który by je pragnął policzyć albo dotrzeć do nich. Jesteśmy jako ten proch wobec słońc potężnych i wspaniałych. Bądźmy przeto pokorni. Nikt nie wie, gdzie się zaczyna przestwór niebieski ani gdzie się kończy, nigdzie się bowiem nie zaczyna i nie kończy nigdzie. Jest to nieogarnione królestwo Boże, co się pali złotymi ogniami. Gdyby można policzyć ziarnka piasku wszystkiej ziemi i wszystkie te, co leżą na dnie mórz, i gdyby je można pomnożyć tysiące tysięcy razy, byłaby to liczba maleńka i znikoma wobec liczby tych gwiazd, którymi usiana jest Droga Mleczna. Wiele, wiele już lat błądzę po niebie, a z dniem każdym większa jeszcze groza mnie napełnia i dusza moja drży ze śmiertelnego lęku przed tą wspaniałością niewypowiedzianą i potęgą najstraszliwszą, co w przestworzu ponad nami wieczyście wisi. Dusza moja jak robak w prochu pełza i zaledwie oczy śmiem podnieść ku tej tajemnicy, co oczyma gwiazd na mnie patrzy z wysokości.
- Wszak jesteś mędrcem, ojcze! - mówił Janek.
- Mądrość moja jest jak kaganek, który


Strony: