Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

zmęczone oczy z niewypowiedzianą miłością i czynił wszystko, by najdroższej tej istocie, mędrcowi temu najcudowniejszemu, życie jasnym uczynić. Zmiatał niemal proch z jego drogi. Nie pozwolił, aby Witalis, w którym wielkie i wspaniałe dopalało się serce, jakąkolwiek, najmniejszą chociażby troskę napotkał w swoim pobliżu. Żywił go, czuwał nad jego snem, wielbił jego pracę, za wielkie sobie poczytując szczęście, tedy się ten ojciec najlepszy uśmiechał do niego. Oddałby życie za ten uśmiech, wyrywany z promienistej duszy, jak kwiat z ziemi.
Kiedy wielki mędrzec w noc pogodną bezgłośnie z gwiazdami gadał, nazywając wiele z nich imieniem jakimś dziwnym, i kiedy spojrzeniem wśród nich błądził, jak pasterz dobry wśród stada swoich owiec, Janek siadał u jego stóp, jak służka najwierniejszy, gotowy na każde skinienie. Czasem zaś z zapartym oddechem słuchał chciwie, kiedy mędrzec nauczał go o cudach niebieskich. Duszę miał wtedy w zachwyceniu i zdawało mu się, że stąpa wśród złotego roju gwiazd, po niezmiernej Mlecznej Drodze.
A Witalis mówił:
- Owe gwiazdy, które Bóg rozsiał na niebieskim polu,


Strony: