Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

gęby wionął dym, a z oczów dwa rude strzelały płomienie. Janek nie śmiał odetchnąć, kiedy straszliwa ta mara rycząc okropnym głosem zbliżyła się ku niemu. Płomienie zgasły w jej oczach, które patrzyły w tej chwili na chłopca wybałuszone jak dwa księżyce; potwór znowu otwarł paszczę i wionął chmurą dymu. Było to wprawdzie straszne, lecz bardzo zajmujące. Chłopiec był wniebowzięty.
- Wyborna to jest sztuka! - zawołał - jak to się robi?
Zdaje się, że w marę ogniem ziejącą trzasnął piorun zdumienia, gdyż urwał w połowie potężny ryk i głosem takim, jakby dziesięciu nagle zakrzyknęło chłopa, zawołał:
- Nie boisz się ty mnie?
- Nie, szlachetny panie! - odparł chłopiec.
- Po raz wtóry pytam cię, nie boisz się mnie?
- Nie boję się, panie!
Wtedy potwór zakrzyknął jeszcze potężniej:
- Po raz trzeci pytam się ciebie, nie boisz mnie?
- Wcale się was nie boję, wspaniały panie.
Upiór zawył tak przeraźliwie, że okruchy głazów zaczęły padać ze sklepienia. Zadymił ze srogiej gęby, płomieniem chlusnął z oczu i zakrzyknął:
- Ja cię


Strony: