Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

puchacz nastroszył się gniewnie, spostrzegłszy małego człowieczka, co mu sen zakłócał. Chłopiec widział w ciemnościach jak kot i coraz to nowe wśród ruin odkrywał tajemnice: jakieś sale przestronne z zapadłą kamienną podłogą, komnaty do pieczar wilgotnych podobne, zawiłe korytarze i schody, wydeptane przez dawnych ludzi. Całe godziny spędzał wśród tych umarłych kamieni, płaczących nad swoją ruiną zieloną strugą łez, sączących się po zmurszałych ścianach.
Przez otwór w murze wczołgał się raz do przestronnej komnaty, czyniącej pozór dawnej kaplicy; przez jakąś szczelinę wdarła się tu odrobina słonecznego światła. Janek wodził ciekawym spojrzeniem po ścianach i po kamiennej posadzce, w wielu miejscach wydętej i nierównej. Nagle przywarł do muru, gdyż ryk ogromny jak gdyby podrażnionego zwierza wstrząsnął całym rumowiskiem. Serce drgnęło w chłopcu, który jednak nie wiedział, co znaczy lęk. Oczy tylko szerzej otworzył i patrzył zdumiony, jak się głazy jednej ściany szeroko rozstąpiły, a z otworu wyszła ogromna postać; było to widmo człowieka zakutego w blachy; czarna broda zakrywała mu piersi, z


Strony: