Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

końskiej głowy.
- Pożegnaj go - mówił. - Kochał on nas bardzo i myśmy go kochali… O Huraganie! Przebacz mi, jeśli cię skrzywdziłem kiedykolwiek, bo nigdy nie chciałem cię skrzywdzić. A to dziecko szczerze cię miłowało. Nie płacz, Janku.. Może Huragan nie umrze jeszcze… Połowę tych dni, które mi jeszcze zostały, oddałbym ci, wierny przyjacielu…
Huragan spojrzał na niego mądrym, niemal ludzkim wzrokiem, trącił go lekko, zadrżał, kiedy Janek rączyną go gładził głośno płacząc, po czym powoli, z wielkim trudem, słaniając się na steranych nogach, zwrócił się ku pobliskim zaroślom.
- Huraganie, najdroższy Huraganie! - zakrzyknął Janek.
Koń jednak po raz pierwszy nie odwrócił się na to znajome wołanie, lecz szedł dalej z łbem ku ziemi opuszczonym, śmiertelnie smutny.
Mędrzec miał łzy w oczach.
- Pragnie być samotny… Nie wołaj go… Serce w nim pewnie płacze, więc mu nie przysparzaj boleści…
Chłopiec łkał cicho, a mędrzec patrzył długo, długo bee słowa na tę śmiertelną wędrówkę najpoczciwszego na świecie zwierzęcia. Huragan odchodził, jakby widokiem


Strony: