Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

o świcie, kiedy Witalis i Janek jeszcze spali, spojrzał po szerokim świecie, drewnianym krokiem zbliżył się do drzwi ich komnaty i zarżał dziwnie żałośnie. Przejmujący musiał to być głos, bo Janek otwarłszy oczy skoczył z posłania i rzekł do obudzonego z nagła Witalisa:
- Ojcze, coś musiało się stać, bo Huragan płacze.
Wyszli czym prędzej, zaniepokojeni.
- Czemu nas budzisz, Huraganie? - spytał mędrzec.
Spojrzawszy na konia, poznał od razu, że za chwilę śmierć skoczy mu na spracowany grzbiet, aby go do ostatniej zmusić podróży.
Huragan rozdął chrapy i z trudem uczyniwszy krok, zbliżył łeb do piersi swojego pana; mędrzec objął rękoma łeb ten poczciwy i twarz swą do niego przytuliwszy, rzekł cicho:
- Rozumiem cię, Huraganie…
- Ojcze! - krzyknął Janek - co się stało Huraganowi?
- Przyszedł pożegnać się z nami - rzekł mędrzec.
- Czy odchodzi? Dokąd odchodzi?
- Spracował się, biedaczysko, więc idzie oszukać odpocznienia. Zbliż się, drogi synu…
Wziął Janka w ramiona i podniósł go tak, że chłopiec mógł dotknąć rączętami kochanej


Strony: